Święta oczami kota

Święta to czas wyjątkowy nie tylko dla nas, ale i dla naszych czworonożnych towarzyszy. I nie mam tu bynajmniej na myśli mówienia ludzkim głosem, ale sprawy znacznie bardziej przyziemne.

W ferworze walki ze świątecznymi porządkami, gotowaniem 12 potraw, pakowaniem prezentów, ozdabianiem domu i strojeniem choinki oraz wreszcie podczas celebrowaniem świąt, łatwo zapomnieć o naszych pupilach i o tym jak one czują się w tym szczególnym czasie. Korzystając wiec z tego, że do świąt nadal zostało kilka dobrych dni, zachęcam Was do zatrzymania się i spojrzenia na święta Bożego Narodzenia oczami kota.

Jak wiadomo, koty nie przepadają za zmianami. Zwykło się mówić, że kot wyznaje zasadę, że co go nie zabiło wczoraj, przedwczoraj i w zeszłym tygodniu, nie zabije i dziś, co do reszty nie wiadomo, lepiej więc na wszelki wypadek trzymać się z daleka. Rzeczywiście, koty, aby czuć się bezpiecznie, potrzebują stabilnego środowiska, w którym nie zmienia się zbyt wiele rzeczy na raz. Nowe pudełko czy zabawka są oczywiście zawsze mile widziane, gorzej jednak, gdy w domu nagle wyrasta kolorowe drzewo, domownicy zamiast zająć się kotem, krzątają się bez ładu i składu a wreszcie w drzwiach zjawia się kilkanaście nowych osób, które koniecznie chcą przytulić kotka. Na osłodę pozostaje jedynie radość zrzucania bombek na podłogę, wspinania się na choinkę i podgryzania nowych roślinek, które wyrosły na stole. No i jeszcze korzystając z ogólnego zamieszania, można zawsze spróbować zapolować na jakiś pyszny kąsek z blatu kuchennego.

Tak w wielkim skrócie można by opisać święta widziane kocimi oczami. Jest to wybuchowa mieszanka nowych, ciekawych doznań, czyhających na każdym kroku zagrożeń oraz mniejszej lub większej ilości stresu i niepokoju. Wiele zależy od tego, jaki nasz kot jest, czy jest dobrze zsocjalizowany, jak odnajduje się w nowych sytuacjach i jaką ma osobowość. Niezależnie od tego jednak, czy mamy przebojowego rozrabiakę, czy nieśmiałego kanapowca, na kilka ważnych kwestii należy zawsze zwrócić szczególną uwagę.

Po pierwsze lampki, bombki, łańcuchy i inne wstążeczki. Każdy kociarz wie, że przedmioty te działają na kota jak magnez a zabawa nimi potrafi nie mieć końca. Należy bardzo uważać, aby kot nie zaplątał się lub nie zranił podczas polowania na choinkowe ozdoby, oraz by nie zrzucił w efekcie wspinaczki całego drzewka na siebie lub innych domowników. Jest to szczególnie ważne w przypadku kociąt i kocich łobuzów, które to słyną z tego, że najpierw robią a potem myślą. Jeśli ciągłe doglądanie kota lub umieszczenie choinki w miejscu niedostępnym nie jest możliwe, a kot ewidentnie nie potrafi odmówić sobie przyjemności zabawy na niej, dobrym wyjście może być rezygnacja z lampek i łańcucha a skupienie się na słomkowych, filcowych, drewnianych lub papierowych ozdóbkach. Będzie ekologicznie i estetycznie, a dla kota bezpiecznie. Ze wstążeczkami jest łatwiej - wystarczy pamiętać, by po rozpakowaniu prezentów schować je w bezpiecznym miejscu, z dala od kota. Jeśli już koniecznie nie chcemy rezygnować z długich ozdób, a i kot nie zamierza iść na kompromis w tym temacie, można posiłkować się różnego rodzaju odstraszaczami w płynie, a kota starać się zmęczyć zabawą i wzbogaceniami środowiska w tradycyjnym, bardziej codziennym wydaniu.

Po drugie świąteczne podjadanie. Koty są mistrzami wyczuwania ludzkich słabości i momentalnie wykorzystują zamieszanie wokół kuchennego blatu, co może okazać się zgubne jeśli na tymże znajduje się coś, czego kotu jeść nie wolno. Szczęśliwie kot rzadko sięga po jedzenie, które mu szkodzi z jednym jednak wyjątkiem - trujących roślin. A tak się nieszczęśliwie składa, że najbardziej popularne świąteczne rośliny, czyli gwiazda betlejemska i jemioła należą do tych właśnie toksycznych gatunków. Rozwiązaniem jest trzymanie ich z dala od kociego pyszczka - to jak wiadomo bywa jednak trudne. Ja osobiście polecam nie trzymanie trujących roślin w kocich domach. Po co bowiem kusić los.

Trzecia kwestia to stres. Wracamy tu do wspomnianej zasady „co mnie dotąd nie zabiło to jest bezpieczne, a wszystko nowe wymaga długotrwałych testów”, czyli do kociej niechęci i niskiej tolerancji na zmiany w otoczeniu. Święta to bowiem czas pełen zmian - zarówno w wyglądzie domu, dźwiękach, zapachach, smakach, jak i osobowym składzie domowników. Co gorsza, nieraz ci nowi (zwłaszcza gdy są to dzieci) nie mają pojęcia, że kot to nie pies, a tym bardziej nie pluszak i że na przywilej przytulania i głaskania kota trzeba sobie zasłużyć. Naszą rolą jako opiekunów jest zadbanie o zapewnienie kotu możliwie stabilnego środowiska, odpowiedniej ilości kryjówek i miejsc do obserwowania otoczenia z góry, a także wytłumaczenie przybyłym gościom zasad kociego savoir-vivre. Przeciętnemu mruczkowi powinno to w zupełności wystarczyć, jeśli jednak mieszkamy z kotem, który z oporem wystawia nos zza kanapy, a każdą zmianę bardzo silnie przeżywa i analizuje, warto rozważyć podanie delikatnego, ziołowego środka redukującego stres i niepokój.

Zwrócenie uwagi na opisane powyżej trzy kluczowe kwestie pozwoli Wam i Waszym kotom cieszyć się czasem świąt i przetrwać go bez szwanku zarówno w sferze fizycznej jak i psychicznej. Na koniec jednak jeszcze jedno przykazanie - opakowań po prezentach nie wyrzucamy. Dajemy je kotom do zabawy, rozsiadamy się z barszczykiem w fotelu i rozkoszujemy wspólnie cudowną, świąteczną beztroską.


Autorka: Katarzyna Ganszczyk - behawiorysta zwierzęcy, zoopsycholog, biolog.
PETSMILE. Przyjaciele Twoich Zwierząt.